Siemanko.
Zważywszy na stan branży IT zastanawiam się, czy nie rozpocząć studiów; w grę wchodzą dwa kierunki: fizyka lub matematyka.
Czy ktoś z was studiował te kierunki, lub zna kogoś kto je studiował? Jakie są perspektywy zawodowe?
Postawiłem na nie głównie z powodu zainteresowań, nie mam bladego pojęcia jak wygląda po nich rynek pracy.
Powrót na studia
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 523
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 3373
Znam kilka osob w branzy ktore skonczyly fizyke i pracuja w IT, zazwyczaj lepiej ogarniaja niz ludzie scisle po IT. Co do pracy stricte to pewnei zostaje uczelnia i rozne Cerny, Cogiteony itp.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Silesia/Marki
- Postów: 5736
kolega skończył fizykę, nauczył się programować i programuje PLC jak z nim ostatnio rozmawiałem
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 1165
Mam znajomą po fizyce, ma doktorat, ale w zasadzie nigdy mnie nie interesowało co ona w tej swojej pracy robi. Generalnie jakaś firma międzynarodowa, lata gdzieś po świecie, dobrze jej płacą, jest bardzo zadowolona. Osobiście jakbym miał wybierać, to fizyka dla mnie ciekawsza niż matma. A nie lepiej w ogóle jakaś elektrotechnika - mniej teorii, więcej nastawienia na praktyczne zastosowania?
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Đà Nẵng
- Postów: 468
Ale skoro branża jest ciulowa to po co iść na studia? co to miałoby zmienić? bo nie bardzo rozumiem twój tok rozumowania.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 663
Eldorad O. napisał(a):
Zważywszy na stan branży IT zastanawiam się, czy nie rozpocząć studiów; w grę wchodzą dwa kierunki: fizyka lub matematyka.
...
Postawiłem na nie głównie z powodu zainteresowań, nie mam bladego pojęcia jak wygląda po nich rynek pracy.
Ale zainteresowania to fizyka czy matematyka? Bo jedno z drugim nie do końca oznacza ten sam zestaw zainteresowań. W obu wspólnym elementem są obliczenia, ale to jednak nie to samo.
Jeśli interesują Cię teorie matematyczne, tworzenie modeli matematycznych, zastosowania matematyki w technice to matematyka.
Jeśli natomiast interesujesz się fizyczną naturą rzeczy, świata i wszechświata to wtedy fizka. Do opisu tych rzeczy używa się matematyki. Co nie znaczy, że tam się tylko liczy. Będzie też sporo laboratoriów, pomiarów, sprawozdań, badań etc. Na fizyce nie wystarczy umieć liczyć ale trzeba też rozumieć pewne zjawiska na poziomie fizycznym a czasem także chemicznym. Fizyka jest kierunkiem znacznie szerszym, w którym matematyka jest jedynie narzędziem.
Ja bym sobie zadał zasadnicze pytanie co byś dalej chciał z tą wiedzą i umiejętnościami robić? Czy raczej obliczać podatki, zyski z giełdy, statystkę, budować modele sztucznej inteligencji czy może jednak być fizykiem jądrowym i pracować w przyszłej elektrowni jądrowej, która jest w trakcie budowy?
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Kraków
- Postów: 2056
Eldorad O. napisał(a):
Siemanko.
Zważywszy na stan branży IT zastanawiam się, czy nie rozpocząć studiów; w grę wchodzą dwa kierunki: fizyka lub matematyka.
A masz jakiekolwiek studia, czy zaczynasz od zera?
Perspektywy
Kiedyś ludzie po fizyce technicznej na WFiIS AGH co do zasady lądowali albo w IT, albo wyjeżdżali do CERN. Może ktoś czasem złapał jakąś robotę w IFJ PAN ale co do zasady trzeba było być gotowym na emigrację. Zresztą gdyby nie ten brak perspektyw w kraju to pewnie sam bym studiował fizykę te lata temu.
Dla odmiany, po matematyce stosowanej AGH ludzie też kończyli albo w IT, albo w finansach, analizie giełdowej itp.
Generalnie to trudno powiedzieć, czy coś się tu zmieniło, ale ujmijmy to tak - ja zaczynałem studia zanim przyszedł Czarnek zaczął mieszać, za to zdążyłem się załapać bodajże na reformy Gowina gdzie w trakcie ostatniego semestru ni z gruchy weszły zmiany dotyczące nas od zaraz. Trudno oczekiwać, by po "takich" przejściach w szkolnictwie wyższym przez ostanie ~10 lat zmieniło się na lepsze.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Silesia/Marki
- Postów: 5736
No właśnie w tym jest problem, co pisze @superdurszlak . ludzie po matematyce i fizyce i tak lądowali w IT, co ciekawe dotyczyło też to automatyków, ale mniejszego procenta. Jak ktoś chce opuścić IT to trzeba studiować coś w czym jest praca i za 5 lat też będzie praca. Księgowość? Czego IT nie zaora? Jakiej pracy umysłowej oprócz lekarza?
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Kraków
- Postów: 2056
KamilAdam napisał(a):
Księgowość? Czego IT nie zaora? Jakiej pracy umysłowej oprócz lekarza?
Zostają zawody, których nie będzie łatwo wyoutsourcować do tańszych krajów. Naukę outsourcujemy do bogatszych, IT i usługi dla biznesu do biedniejszych, produkcję prawdopodobnie też, choć wolniej bo fabrykę jednak trudniej wygasić niż biurowiec.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 822
Znam sporo osób które skończyły matematykę i fizykę (gorzej chyba wybrać nie mogłeś):
- kumpel po fizyce jest nauczycielem w szkole, żałuje każdego dnia
- kumpela po matmie i fizyce i doktoracie jest bezrobotna
- jej mąż po matematyce jest programistą
- inny kumpel po matematyce nagrywa filmiki jak rozwiazuje zadania z matematyki z egzaminu ósmoklasisty i z tego utrzymuje rodzinę
- inna kumpela po matematyce i doktoracie jest bezrobotna
- jeszcze jeden kumpel po matematyce jest analitykiem w banku
Każde z nich ma łeb ze spokojnie mogło było zostać lekarzem bez specjalizacji, ale kto to wiedział te 20 lat temu?
Ale weź powiedz: po jakiego studia chcesz? W 2026 studia?
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 149
Sam nie studiowałem ale znałem ludzi którzy studiowali równolegle dwa kierunki tj. informatyke oraz fizykę czy matematykę (bo na jednym wydziale). Znam też kilka osób które poszły studiować matematykę jako jedyny kierunek. Nie znam nikogo kto studiował tylko fizykę.
Wniosek jest mniej-więcej taki - ci którzy chcieli zarabiać poszli w różne działalności około IT, zazwyczaj programowanie... kilkoro z nich edukacja pomogła wskoczyć na całkiem dochodowe nawet jak na IT branże (np. zostali quantami). Niektórzy też nieźle odnaleźli się w konsultingu biznesowym.
Niestety - poza tym że jest to na pewno intelektualnie rozwijające zajęcie, nie sądze aby fizyka sama w sobie dawała jakieś znaczne benefity zawodowe. Gdybyś chciał skończyć jako programista jak oni, lepiej jest programować. Gdybyś chciał iśc w konsulting - lepiej iść na jakieś SGH, Koźmińskie itd.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Wrocław
- Postów: 407
@Eldorad O.: a ile masz lat? po jakiej jesteś uczelni? Jeśli interesuje Ciebie fizyka i matyka, to może to być wystarczajacy powód, żeby zacząć takie studia.
Natomiast czy zwiększają Twoje szanse na rynku pracy? Co chcesz robić po nich?
Kumpel, który ma doktorat z matematyki ma w Polsce jedną z większych firm handlujących złotem. Tylko czy ma tę firmę dlatego, że skończył matematyke?
Nie-e. Po prostu jest niesamowicie bystry i przyjął ofertę kolegi.
Czy mu to pomaga w pracy? Tak, bo rozumie doskonale swojego dyr. finansowego i pewnie teraz potrafi w excelu wiecej niż on.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 229
Jeszcze z innej mańki, to perspektywy co do zasady są chyba dwie:
- Trzeba mieć perfect english i mieć bardzo mocny umysł i wtedy idziesz w karierę międzynarodową. Współpraca pomiędzy instytuami badawczymi rozsianymi po różnych częściach Europy i Świata. Wszystkie prace piszesz po angielsku itp.itd. W Polsce nie ma na to rynku, uderzasz w granty, prace badawcze instytutów badawczych rozsianych po całej Europie albo i Świecie
- Robisz podyplomówkę z pedagogiki i idziesz nauczać tych przedmiotów do szkoły, czy to średniej albo podstawowej. Dodatkowo dorabiasz sobie na korepetycjach oraz przygotowywaniu do matury.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 663
marian pazdzioch napisał(a):
Znam sporo osób które skończyły matematykę i fizykę (gorzej chyba wybrać nie mogłeś):
- kumpel po fizyce jest nauczycielem w szkole, żałuje każdego dnia
- kumpela po matmie i fizyce i doktoracie jest bezrobotna
- jej mąż po matematyce jest programistą
- inny kumpel po matematyce nagrywa filmiki jak rozwiazuje zadania z matematyki z egzaminu ósmoklasisty i z tego utrzymuje rodzinę
- inna kumpela po matematyce i doktoracie jest bezrobotna
- jeszcze jeden kumpel po matematyce jest analitykiem w banku
Każde z nich ma łeb ze spokojnie mogło było zostać lekarzem bez specjalizacji, ale kto to wiedział te 20 lat temu?
Ale weź powiedz: po jakiego
studia chcesz? W 2026 studia?
A to ja zapodam anegdotką:
Mój ojciec prawie całe zawodowe życie pracował w szkolnictwie, dopiero gdy ze szkolnictwa odszedł to odżył psychicznie. Jak mu raz powiedziałem że moja znajoma jest wiolonczelistką w filharmonii ale nie jest zadowolona i chiałaby zmienić pracę i zostać rytmiczką w przedszkolu, to ojciec w dość agresywny sposób rzekł "ona jest poyebana!". xD
Ojciec miał też znajomego nauczyciela fizyki, któremu raz zapsuła się manulana skrzynia biegów w Oplu. Jak mu w warsztacie powiedzieli, że za naprawę 4tys (to było chyba z 20 lat temu) to się chłop zdenerwował i stwierdził, że sam naprawi. Męczył się trochę w piwnicy ale w końcu naprawił. Z czasem zaczął naprawiać skrzynie biegów i odszedł ze szkoły.
Powiedział, przecież naprawię jedną skrzynię w miesiącu i już mam miesięczne wynagrodzenie nauczyciela.
Dziewczyna z którą pracowałem w jednej firmie IT miała doktorat z fizyki, pracowała chyba nawet przez parę miesięcy w CERN, a potem została testerką oprogramowania. Najpierw testy manualne, potem automaty. Jeden młodzik z którym pracowałem w tej samej firmie co ów kóleżanka, to był po jakiejś kognitywistyce a potem studiował matmę, generalnie ogarniał chatboty w pythonie a jego gitHub puchł od pythona.
Ludzie po matmie jakich znam wszyscy poszli do finansów. Natomiast myślę, że jest duże zapotrzebowanie na korepetycje. W szkołach brak nauczycieli. To się w końcu wyłoży bo póki co nasz system oświaty utrzymuje rzesza emerytów która dorabia do emerytury, gdy oni odejdą to będzie katastrofa. Może dopiero wtedy będą jakieś sensowne podwyżki w szkolnictwie.
Może jest to jakaś droga? Etacik z matmy czy fizy w szokle, do tego jakieś korepetycje, kanał na YouTube. Może dziś trzeba właśnie tak zarabiać.
EDIT:
Może trochę z innej paczki. Znajoma uczy języków obcych. Czasem sobie dorabia na maturach. Pójdzie na te parę egzaminów w jednej szkole i zgarnia 8k na rękę. Jak na side job to nieźle. Sam o tym nawet myślałem. Tylko bym musiał zrobić uprawnienia pedagogiczne :-)
EDIT 2:
Myślę, że bez względu na zawód trzeba dziś dużo kreatywności. Czy będziesz tym nauczycielem, matematykiem, elektrykiem, hydraulikiem czy instruktorem jazdy to trzeba się jakoś przebić bo rynek na etatach słabo płaci a ten bardziej przedsiębiorczy obszar wolnego rynku jest bardziej wymagający i już zaopiekowany. Trzeba się przbebić z jakąś swoją usługą czy produktem, który wstrzeli się w niszę.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 3373
Korki w duzych miastach sporo kosztuja. Za polski w ramach przygotowan do egzaminu 8 klasisty place 180 zl/h.
Pytanie do OPa -> w jakim celu chcesz isc na studia ? Bo Ci to ciekawi i to lubisz, czy dlatego ze chcesz polepszyc swoje perspektywy zawodowe ?
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 663
Mam podobną zagwozdkę. Ja mam tylko inż na kierunku inżynierskim. Zastanawiam się czy dorobić sobie jakieś mgr na jakimś innym kierunku. Zastanawiałem się właśnie nad jakąś matematyką czy fizyką, od biedy na byle jaką informatykę na jakiejś uczelni żonglowania ryżem, byleby dostać dyplom. Pytanie czy iść amibitnie czy nieambitnie. A drugie pytanie czy nie lepiej sobie zrobić zawód i zgrzewać rurki do wody, podpinać kabelki czy kupić maszynę do tynkowania, czy jakiś inny sprzęt budowalny i robić jakąś jedną rzecz.
Rozmawiałem ostatnio z jednym elektrykiem to mówił, że odezwała się do niego firma remontowa. Oferowali, panie, my przygotujemy rowki pod kable, wykujemy na puszki, położymy kable a pan przyjdziesz tylko połączyć i przybić pieczątkę.
Nie wiem czy bym nie poszedł w jakieś proste usługi. Jakiś karcher, posadzki bitumiczne do garaży i powierzchni użytkowych, tynki maszynowe, może cyklinowanie parkietów, malowanie natryskowe. Coś co kupujesz jakiś sprzęt i robisz tylko to. Może jakiś serwis klimatyzacji, bramy garażowe. Bo jak człowiek jest złotą rączką to potem zbiera się najgorsze roboty za kiepską kasę. Nic dziwnego, że mechanicy i elektrycy samochodowi nie lubią usterek typu, tam mi coś miga, chyba prąd ucieka, a tam mi coś stuka. Bo to dużo roboczo godzin a potem się okazuje, że dumle czy krówki latały luzem w jakimś schowku.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 1165
WhiteLightning napisał(a):
Korki w duzych miastach sporo kosztuja. Za polski w ramach przygotowan do egzaminu 8 klasisty place 180 zl/h.
Fizyków i chemików do korepetycji też brakuje. Nie wiem jak teraz, ale kiedyś liczyło się z fizyki i chemii punkty z matury na medycynę oprócz biologii.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 628
W jaki sposób chcesz zarabiać na umiejętnościach i jakie możliwości maja dać studia których nie nauczysz się samemu?
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 14
Też o tym myślałem swego czasu, tylko problem jest taki, że takich kierunków z reguły nie ma niestacjonarnych/zaocznych. Trzeba to ogarniać w trybie dziennym, co trochę koliduje mi z robotą, i to końcowo zabiło pomysł.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Kraków
- Postów: 2056
tefu napisał(a):
Mam podobną zagwozdkę. Ja mam tylko inż na kierunku inżynierskim. Zastanawiam się czy dorobić sobie jakieś mgr na jakimś innym kierunku. [...] Pytanie czy iść amibitnie czy nieambitnie. A drugie pytanie czy nie lepiej sobie zrobić zawód i zgrzewać rurki do wody, podpinać kabelki czy kupić maszynę do tynkowania, czy jakiś inny sprzęt budowalny i robić jakąś jedną rzecz.
Powiem tak, odnoszę wrażenie że po latach w IT wszystko wydaje się lepsze niż siedzenie w tej puszce.
Nie chodzi tylko o to, jak mocno IT się sypie (chociaż też) ale też o to jak z perspektywy czasu niezdrowe jest siedzenie w toksycznym towarzystwie z bandą psychopatów na dachu naszego światka. Zauważyliście, by w jakiejkolwiek innej branży niż IT/chipy szefostwo tak głośno i bez ogródek mówiło, że nie może się doczekać, by się pozbyć tych przeklętych białych kołnierzyków? Zwolnienia owszem są teraz praktycznie wszędzie, ale to big techy IT robią sobie stack ranki, rundki zwolnień co kilka miesięcy mimo świetnej kondycji i rekordowych zysków i tym podobne.
Sam miałem podobny dylemat co OP i Ty, bo wiem że nie dam rady psychicznie kisić się w jednym czy drugim korpo IT dłużej, niż do może 40tki. Może nawet krócej.
Zawody fizyczne mają tę wadę, że trzeba mieć do nich dobre zdrowie fizyczne, a do tego przez lata niszczą zdrowie fizyczne. Na starość robi się kłopot, by dalej to ciągnąć, a nie chcę jak mój dziadek po 70tce nadal tyrać jako spawacz. W grę wchodziłaby np elektryka, i tak robiłem przy tym sporo na własny użytek, sam zakładałem sobie namiastkę smart home itp. No i pojawia się też pytanie, czy jak sektor usług i IT się posypią przez zwolnienia i ucieczkę firm do tańszych lokalizacji, to nadal będzie tak duże wzięcie na zawody fizyczne, budowlankę itd. Gospodarka to system naczyń połączonych i za parę lat może opłacać się bycie specem od rozbiórek i wyburzania.
Magistra mam, z informatyki na wydziale metalurgii więc miałem i informatykę, i materiałówkę, trochę mechaniki itd. itd. myślałem o drugim magistrze, samym drugim stopniu np. z elektrotechniki (skoro i tak elektryka mnie ciągnęła), lub mechatroniki, lub metalurgii plus podyplomówka z myślą o wykorzystaniu tego we własnej działalności, rozkręcenia jakiejś produkcji podzespołów itp. no ale to dosyć ryzykowna ścieżka i wymaga zgromadzenia sporego kapitału lub znalezienia inwestorów.
Koniec końców była też trzecia ścieżka - po co robić drugi raz magistra, jak można zrobić trzeci stopień. Miałem już kiedyś chęci, by spróbować, ale sytuacja życiowa nie za bardzo pozwalała. Ryzykowna sprawa, trudno to pogodzić z pracą, a nawet był wymóg, bym całkowicie porzucił pracę zawodową, a tu przyszłość niepewna nawet jak się uda uzyskać tytuł doktora.
No, ale w tym roku pojawiła się możliwość i zamiast kombinować z nauką fachu lub drugim magistrem spróbuję ucieczki na trzeci stopień, mechanika obliczeniowa jeśli się uda, około 35rż będę mógł myśleć o odejściu z IT i pracy albo naukowo-dydaktycznej na uczelni, albo przejściu z IT do przemysłu.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 822
sektor usług i IT się posypią przez zwolnienia i ucieczkę firm do tańszych lokalizacji, to nadal będzie tak duże wzięcie na zawody fizyczne, budowlankę itd
Na moje oko jak IT klęknie to klęknie wszystko. Choćby z tego powodu że pojawi się masa ludzi chcących uciekać do roli fizola.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Kraków
- Postów: 2056
marian pazdzioch napisał(a):
sektor usług i IT się posypią przez zwolnienia i ucieczkę firm do tańszych lokalizacji, to nadal będzie tak duże wzięcie na zawody fizyczne, budowlankę itd
Na moje oko jak IT klęknie to klęknie wszystko. Choćby z tego powodu że pojawi się masa ludzi chcących uciekać do roli fizola.
Nie ma nas chyba aż tylu, a nawet gdyby było, to kogoś musi być zwyczajnie stać na tych wszystkich fachowców, skądś muszą mieć zlecenia, a to też nie jest tak że zrobisz 6-tygidniowy kurs posadzkarza i nagle będziesz zgarniać 20k. Zaczniesz od ciężkiej roboty za psie pieniądze, a jak nagle pojawi się masa posadzkarzy to znowu, musiałyby być zlecenia. Jak firmy będą się zwijać z takiego Krakowa, to kłaść płytki będzie można, ale w Białymstoku i na pewno nie za stawkę programisty w Krakowie.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 663
Ja z wielkim zapałem szedłem na studia, ale każdy kolejny semestr zabijał mój entuzjazm. Znajomy jest profesorem na uniwerku (nauki przyrodnicze) i jak to powiedział:
"nigdy nie słyszałem by uniwersytet kogoś do czegoś zachęcał" ale chłop lubi swoją robotę, dorobi sobie na wykładach zaocznych jakiś badaniach i jest zadowolony.
Ja z jednej strony chętnie bym się wybrał na studia, bo to mimo wszystko okazja do trenowania mózgu. Jakieś zmuszenie się do wysiłku.
Może teraz się nie przyda, ale za 10-15 lat, kto wie? Myślę, że warto próbować w trybie mieszanym. Zaocznym i indywidualnym. Przy obecnym niedoborze studentów uczelnie będą szły na ustępstwa bo jest niż demograficzny. A będzie w tej kwestii tylko gorzej.
W przeciwieństwie do wielu osób, które tutaj opowiadają o swoim strachu co będzie jak padnie IT ja tych obaw nie mam. Mam ten komfort, że pracowałem już w wielu innych branżach i dla mnie zmiana trybu pracy, branży nie jest problemem. Pewnie, że nigdzie nie będzie tak wygodnie jak w IT, ale dla mnie to nie jest nic nowego. Po prostu kolejny etap.
Ale jestem świadomy, że dla kogoś kto od studiów siedzi przy klawiaturze może to być przerażająca wizja.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Kraków
- Postów: 2056
tefu napisał(a):
Ja z jednej strony chętnie bym się wybrał na studia, bo to mimo wszystko okazja do trenowania mózgu. Jakieś zmuszenie się do wysiłku.
Może teraz się nie przyda, ale za 10-15 lat, kto wie? Myślę, że warto próbować w trybie mieszanym. Zaocznym i indywidualnym. Przy obecnym niedoborze studentów uczelnie będą szły na ustępstwa bo jest niż demograficzny. A będzie w tej kwestii tylko gorzej.
W Niemczech mają system kształcenia który pozwala zdobywać nowe kwalifikacje zawodowe: https://epale.ec.europa.eu/pl/blog/ausbildung-czyli-niemiecki-system-ksztalcenia-dualnego# / https://goausbildung.com/ausbildung-basics
Ja w ogóle czegoś takiego nie kojarzę w Polsce, są jakieś szkoły policealne i dla dorosłych, zawodówka / technikum i to w zasadzie tyle. Bliska osoba pracująca w "pokrewnym" zawodzie do audytów np. w branży medycznej, chciała wyrobić uprawnienia na audytora w jakiejś instytucji, która szkoli i przygotowuje audytorów, można wyrobić uprawnienia i przeprowadzać potem audyty np. w zakładach produkcyjnych czy placówkach ochrony zdrowia, coś jak TÜV
jeśli się nie mylę. No i co? No i nic, bo nawet odpłatnie czegoś takiego nie chcieli umożliwić.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 272
Fizyka, matematyka, chemia to od zawsze były kierunki, po których dla większości wyborem było albo bezrobocie, albo intratna posada nauczyciela w szkole, albo praca niezgodna z wykształceniem, np IT. Nie widzę sensu zaczynana takich studiów, zwłaszcza w wieku 25-30 to moim zdaniem bez sensu.
Znajdziesz oczywiście wyjątki, ale ogólnie to nie jest wykształcenie, które daje ci jakieś szerokie możliwości zarabiania dobrej kasy. O ile nie jesteś wybitny i nie zostaniesz naukowcem, to skończysz i tak jako nauczyciel albo w pracy, która z tymi studiami nie ma nic wspólnego.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 663
John Gordon napisał(a):
Fizyka, matematyka, chemia to od zawsze były kierunki, po których dla większości wyborem było albo bezrobocie, albo intratna posada nauczyciela w szkole, albo praca niezgodna z wykształceniem, np IT. Nie widzę sensu zaczynana takich studiów, zwłaszcza w wieku 25-30 to moim zdaniem bez sensu.
Znajdziesz oczywiście wyjątki, ale ogólnie to nie jest wykształcenie, które daje ci jakieś szerokie możliwości zarabiania dobrej kasy. O ile nie jesteś wybitny i nie zostaniesz naukowcem, to skończysz i tak jako nauczyciel albo w pracy, która z tymi studiami nie ma nic wspólnego.
Zgodzę się z tym.
Natomiast myślę, że z tymi kierunkami to jest tak jak z teleturniejemy jeden z dziesięciu. Idziesz tam raczej dla własnej intelektualnej satysfakcji niż po to by się dorobić.
Natomiast wykształcenie wyższe to nie jest zawód typu murarz, elektryk czy hydraulik.
To bardziej zbiór ogólnej wiedzy z pewnej dziedziny, która jest uniwersalna.
Jak tą wiedzę przełożyć na zarabianie kasy w gospodarce rynkowej to zupełnie inna sprawa.
Gdyby to tak było, że idziesz do szokły, masz papier i umiejętności i od razu dobrze płatną pracę to życie było by zbyt proste.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 41
John Gordon napisał(a):
Fizyka, matematyka, chemia to od zawsze były kierunki, po których dla większości wyborem było albo bezrobocie, albo intratna posada nauczyciela w szkole, albo praca niezgodna z wykształceniem, np IT. Nie widzę sensu zaczynana takich studiów, zwłaszcza w wieku 25-30 to moim zdaniem bez sensu.
W Polsce, tu trzeba jasno dodać, że w Polsce. U nas R&D leży, a nawet jak jest, to jest tylko z nazwy, bo podatki można płacić mniejsze. Przemysłu, projektowania, zaawansowanych rzeczy jak na lekarstwo. Byliśmy, jesteśmy i dalej będziemy, przynajmniej w najbliższym czasie, tanią montownią. Ostatnio już nawet nie tanią, zarówno jeżeli chodzi o pensje, jak i koszt utrzymania firm i zakładów. Ja chętnie zrobiłbym sobie matmę, ale dla siebie i własnych potrzeb i w trybie indywidualnym, ale takiego nie ma. Wszystko tylko stacjonarnie, a przecież nikt normalny nie rzuci pracy, żeby iść na zajęcia z matematyki.