Czyli, że wykształcenie służy zarabianiu pieniędzy, a nie pogłębianiu wiedzy o świecie i zdobywaniu odpowiedzi na nurtujące nas pytania?
Zwykle najbardziej nurtującym pytaniem jest: jak zarobić kasę by mieć co włożyć do gara? Zobacz na skalę bezrobocia.
A nawet jeśli ktoś nie ma problemów z zarobieniem na własne utrzymanie to skąd przeświadczenie, że np studia odpowiadają na nurtujące go pytania? Akurat program studiów nie jest jakoś mocno zbieżny z moimi zainteresowaniami. Tzn sporo rzeczy było ciekawych, ale jeszcze więcej ciekawszych dla mnie rzeczy ze świata informatyki nie było poruszonych.
Zdecydowana większość nauczania jest według sztywnego programu narzuconego z góry dla wszystkich szkół danego typu. Trochę dziwne byłoby gdyby to trafiało we wszystkich zainteresowania. Każdy ma inne zainteresowania i niektórym ów sztywny program pasuje bardziej, a innym mniej.
No i finalnie: jeżeli studia czy liceum mają być głównie po to, by zaspokoić czyjąś ciekawość, a nie być nastawione na przygotowanie gościa do pracy, to w takim razie licea czy studia są towarem luksusowym i zdecydowanie każdy powinien za nie płacić (i to nawet abstrahując od tego, że jestem przeciwnikiem państwa opiekuńczego).
Kiedyś też byłem przeświadczony (ale to było dawno), że studia magisterskie mają dawać szeroką wiedzę i w ogóle robić z każdego kolejnego Leonarda da Vinci. Jednak wyraźnie jest określone, że tytuł magistra to tytuł zawodowy, a dopiero stopień doktora to tytuł naukowy. Odzwierciedlenie jest też w tematach magisterek i przewodów doktorskich - doktoranci zajmują się czymś teoretycznym, często mocno teoretycznym, podczas gdy magisterki często skupiają się na implementacji i dość rzadko ktoś sili się na wymyślanie nowych twierdzeń czy algorytmów w magisterkach.