Studia w razie niepowodzenia na maturze

Studia w razie niepowodzenia na maturze
Shalom
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Space: the final frontier
  • Postów: 26433
1

"Lepsze" uczelnie mają to do siebie że mają lepszych kandydatów. Oczywiście zaraz ktoś będzie płakał że "matura o niczym nie świadczy" i jest to prawda, ale nie do końca. Jeśli ktoś nie umie nabić sporo % na maturze to jest po prostu leniwy, a to nie wróży dobrze. W efekcie na "lepsze" uczelnie idą lepsi ludzie - albo bardziej inteligentni albo bardziej pracowici. Tak czy inaczej to są ludzie którzy mają większe szanse coś osiągnąć. (Mogą też być ludzie którzy mieli inne priorytety w liceum, ale to też nie wróży dobrze na przyszłość, bo w pracy niestety często nie robimy tego na co mamy ochotę, tylko to czego chce szef/klient)
Czy poziom nauczania na "lepszych" uczelniach jest wyższy? Myślę że nie. Ale poziom zadań do wykonania już tak. Zadania które u mnie dostaje się do zrobienia "na za tydzień", na niektórych uczelniach są semestralnymi projektami. Ale to nie znaczy że ktoś nam coś świetnie wykłada. Ot przychodzi prowadzący i zadaje zadanie, ale wie że ma tu ludzi którzy siądą i w kilkanaście godzin to napiszą. Na "gorszych" uczelniach też są ludzie którzy by sobie z tym poradzili, ale statystycznie jest ich mniej.
Wiązanie poziomu uczelni z sukcesami studentów na konkursach jest dość ryzykowne. O ile takie coś jak Imagine Cup jeszcze można by brać pod uwagę, o tyle wiązanie poziomu UW z sukcesami w konkursach algorytmicznych jest słabym pomysłem. Czemu? Bo ludzie którzy te konkursy wygrywają to są genialni matematycy którzy wygrywają konkursy od wczesnej podstawówki. Dziwnym trafem ci algorytmicy są finalistami/laureatami Olimpiady Matematycznej i Informatycznej i byli nimi na długo przed tym jak poszli na UW. Ale jednocześnie trzeba brać pod uwagę to, że skoro jest tam dużo takich wybitnych jednostek to można od nich wymagać więcej.

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
2
Shalom napisał(a):

"Lepsze" uczelnie mają to do siebie że mają lepszych kandydatów. Oczywiście zaraz ktoś będzie płakał że "matura o niczym nie świadczy" i jest to prawda, ale nie do końca. Jeśli ktoś nie umie nabić sporo % na maturze to jest po prostu leniwy, a to nie wróży dobrze. W efekcie na "lepsze" uczelnie idą lepsi ludzie - albo bardziej inteligentni albo bardziej pracowici. Tak czy inaczej to są ludzie którzy mają większe szanse coś osiągnąć. (Mogą też być ludzie którzy mieli inne priorytety w liceum, ale to też nie wróży dobrze na przyszłość, bo w pracy niestety często nie robimy tego na co mamy ochotę, tylko to czego chce szef/klient)

Inne priorytety w liceum są właśnie oznaką bycia bardziej inteligentnym. Zresztą, bardziej inteligentni ludzie, jak np. deus, już w przedszkolu potrafią tyle, że żadne studia im nie są do niczego potrzebne, więc na studia nie idą.

Rekrutacja na "lepsze uczelnie" odbywa się głównie na podstawie matematyki i fizyki, jeśli ktoś w liceum/technikum, bardzo interesował się jakąś dziedziną praktycznie, za to te przedmioty olał, albo były bardzo słabo prowadzone (o co nietrudno w prowincjonalnym technikum), to raczej nie ma szans się dostać. I nie ma to związku z pracowitością ani inteligencją.
(Efekty są takie, że kolega, o którym wspominałem w poprzednim poście nie miał najmniejszych szans dostać się na elektronikę na PW, za to dostała się elektroniczna pierdoła somekind. Sensu w tym żadnego.)

Czasem za wyborem "gorszych" uczelni stoi stan zdrowia, albo zniechęcenie do "lepszych" po tym, co się tam zobaczyło.

"Gorsze uczelnie" robią coś, czego nie robią te "lepsze" - dopasowują się do rynku. Pracodawcy potrzebują konkretnych specjalistów z konkretnych dziedzin (np. administracja systemami, sieciami, bazami danych, grafika komputerowa, itp.) i technologii. Uczelnie państwowe oferują bardzo ogólne specjalizacje, tkwią w programach ustalonych chyba 30 lat temu, a zajęcia prowadzą teoretycy, którzy zbyt wiele o współczesnych narzędziach nie wiedzą. Na pewno lepiej przygotowują do kariery naukowej, ale czy do pracy, to nie sądzę.

Czy poziom nauczania na "lepszych" uczelniach jest wyższy? Myślę że nie. Ale poziom zadań do wykonania już tak. Zadania które u mnie dostaje się do zrobienia "na za tydzień", na niektórych uczelniach są semestralnymi projektami. Ale to nie znaczy że ktoś nam coś świetnie wykłada. Ot przychodzi prowadzący i zadaje zadanie, ale wie że ma tu ludzi którzy siądą i w kilkanaście godzin to napiszą.

W takim razie, takie miejsce nie może się nazywać "uczelnią" ani "szkołą". Te nazwy sugerują dydaktykę, więc nieprowadzenie jej z premedytacja jest oszustwem. I jaki niby jest w tym sens?

Na takim UWr, Prolog i Haskell zmieszczone zostały w jednym, semestralnym przedmiocie z trudnymi projektami do zrobienia. Dzieciaki to pewno jakoś w końcu zaliczą, ale co z tego zapamiętają? Nazwy dwóch pojebanych języków?
Albo programowanie obiektowe - C#, Java i Ruby w jeden semestr, przy czym na wykładach najpierw omawiana jest np. serializacja (WTF, co to ma wspólnego z OOP?), potem interefejsy, a dalej np. właściwości. Brak w tym dydaktyki czy sensu. Czy coś się z tego zapamięta? Wątpię, jeśli będzie się chciało faktycznie nauczyć któregoś z tych języków, tak naprawdę trzeba będzie zacząć od zera.
A co do projektów - coś trzeba oddać, jakoś się zaliczy, ale czy ktoś sprawdza jakość kodu? Albo inaczej - czy ktoś sprawdza jakość kodu wg powszechnie przyjętych kryteriów, a nie swojego widzimisię? Nie.

Wiązanie poziomu uczelni z sukcesami studentów na konkursach jest dość ryzykowne. O ile takie coś jak Imagine Cup jeszcze można by brać pod uwagę

W sumie, czemu nie. Z ciekawości zajrzałem: http://www.microsoft.com/poland/edukacja/imaginecup/Ranking.aspx
Wynika z tego, że taka WWSI nie jest dużo gorsza od AGH, i jest lepsza niż PWr była w zeszłym roku. A to przecież uczelnie pierdyliard razy większe i "lepsze".

W Warszawie jest uczelnia o nazwie WSISiZ tudzież WIT. Jest prywatna (tzn. prowadzona przez fundację non-profit) i działa pod auspicjami IBS PAN. Dobór przedmiotów jest tam całkiem niezły, jest sporo "naukowych", i są prowadzone przez wybitnych naukowców. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby poziom był znacznie wyższy niż na mniejszych państwowych politechnikach.

Taka ciekawostka - WAT w zeszłym roku nie otworzył studiów magisterskich. Za to prywatne uczelnie z Warszawy nie mają problemu ze znalezieniem chętnych. Dlaczego?

Jeszcze taka myśl - od pewnego czasu rektorzy uczelni prywatnych próbują wyjaśnić ministerstwu, że studia stacjonarne, zgodnie z konstytucją czy tam jakąś ustawą, powinny być opłacane przez państwo. Protestują przeciwko temu rektorzy uczelni państwowych. Skoro są lepsi, to po co to robią? Czego się boją?

Shalom
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Space: the final frontier
  • Postów: 26433
2

@somekind czytaj uważnie ;) W życiu i w pracy nie zawsze da się robić to chcemy, czasami trzeba też robić to czego chce nasz szef/klient. To że ktoś olewa swoje obowiązki (tj. szkołę) i zajmuje się tylko czymś co lubi dobrze mu nie wróży na przyszłość. To się niewiele różni od sytuacji kiedy ktoś olewa szkołę i całymi dniami gra w jakieś MMO. Jedyna różnica jest taka że jeden zdobywa jakieś twarde umiejętności, a drugi marnuje czas. Ale z punktu widzenia pracodawcy który chciałby mieć pracowników na których można polegać, że będą pracować solidnie nawet jak zlecenie będzie nieciekawe, to jest bez znaczenia. Co innego jeśli taka osoba zrobi genialny startup, ale znów wchodzimy na teren marginalnych przypadków.
Matematyka i Fizyka mają uczyć ludzi ogarniania abstrakcyjnych koncepcji. To że ktoś od kołyski bawił się lutownicą wcale nie znaczy że poradzi sobie na takich czy innych studiach, bo jednak na tej Elektronice masz trochę więcej niż zabawy z lutowicą (i nie chodzi mi tutaj o matematykę ;) ).
Państwowe uczelnie nie dopasowują się do rynku i uczą przestarzałych technologii? Wolne żarty, mów za swoją uczelnię ;] Zapewniam cię że jest u nas sporo młodych doktorów i doktoranów którzy doskonalne orientują się w nowych technologiach i prowadzą z nich zajęcia. Jedyne przedmioty gdzie program nie zmienił się od X lat, to te gdzie nic się przez ten czas nie zmieniło ;)

Z tą dydaktyką to nie do końca tak jest. Bo tłuczenie ludziom do głowy manuala albo dokumentacji jest śmieszne i jak dla mnie, byłoby to stratą czasu. Moi zdaniem lepiej jeśli prowadzący zada zadanie i poda jakąś literaturę, a faktyczną dydaktykę można prowadzić po tym jak ktoś już swoje zadanie/projekt wykona. Wtedy można dopiero porozmawiać ze studentami na temat tego dlaczego coś zaprojektowali tak a nie inaczej, jakie są tego wady i zalety i jak można to było zrobić lepiej. Jak dla mnie to taka dydaktyka jest 100 razy bardziej wartościowa ;)

Mylisz przedmioty związane z pewnymi koncepcjami z przedmiotami związanymi z technologiami. Uczyłem się OCamla i Erlanga na przedmiocie związanym z przetwarzaniem symbolicznym. Składnie jeszcze jako tako pamiętam, ale żeby coś sensownego w którymś z nich napisać musiałbym rzucić okiem w tutorial. Ale celem tego przedmiotu nie było nauczenie sie tych języków, tylko ogarnięcie istoty przetwarzania symbolicznego. Tak samo jak twój przykład z technologiami obiektowymi - wątpie żeby ktokolwiek chciał nauczyc studentów w jeden semestr 3 języków. Ale nauczyć ich idei programowania obiektowego - to się już da zrobić. Dzięki temu będą potrafili programować obiektowo w każdym obiektowym języku z jakim się spotkają.

Dlatego też poddałem jako przykład ciekawego konkursu właśnie Imagine Cup. W przeciwieństwie do konkursów algorytmicznych, ten konkurs sprawdza umiejętności realnie przydatne w pracy ;)

Czego się boją rektorzy? Wejdź na dowolne forum dotyczące rekrutacji na studia i zobaczysz. Nikt tam nie pyta "czy te studia stoją na dobrym poziomie?" albo "czy pracodawcy są zadowoleni z absolwentów tych studiów?". Wiesz o co pytają? "Czy można imprezować cały semestr a mimo to wszystko pozaliczać, najlepiej jeszcze stypendium dostać?". Zresztą czasem i na tym forum możesz zobaczyć jakich mamy ambitnych studentów. Tych faktycznie ambitnych jest niewielu i ledwo co wypełniają miejsca na tych "lepszych" uczelniach, dla niektórych, jak dla WAT, widocznie ich zabrakło. Statystyczny student jak będzie miał do wyboru uczyć się i męczyć na studiach albo imprezować, to wybierze to drugie. Bo większość ludzi to niestety idioci którzy nie widzą dalej niż czubek własnego nosa i nie rozumieją że na rynku pracy płaci się za umiejętności. A potem będą pisać w gazetach o straconym pokoleniu co to ma skończone 2 fakultety (socjologie i politologię) i nie może znaleźć pracy. A potem jeszcze będą im wtórować że mamy taki kryzys że nawet informatycy nie mogą znaleźć pracy (a owi "informatycy" bez pracy to oczywiście absolwenci prestiżowych studiów po których mają problem z włączeniem komputera...)

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
1

Równie dobrze można imprezować, uczyć się i pracować jednocześnie, nie widzę w tym sprzeczności. Najczęściej po "imprezowiczach" jeżdżą ludzie aspołeczni, nie mający pojęcia, że istnieje coś ciekawszego niż komputer. Sad but true.

UB
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Niektórzy myślą, że jakiekolwiek inżynierskie = pewna praca. Co do poziomu uczelni - wiem że czy pójdę na pcz czy na uj czy agh, programowania i rzeczy które mnie interesują uczyć we własnym zakresie się będę. Ale właśnie chodzi też o coś takiego, że chciałbym spotkać osoby które również są dobre. Nie dlatego, by jakoś bardzo konkurować, ale by po prostu można było pogadać na poziomie, zrobić jakiś wspólny projekt.
Nie mam pojęcia czy na pcz takie osoby spotkam. Z jednej strony przecież nie zawsze jest tak że ktoś nie idzie na lepszą uczelnie tylko z powodu, że jest mało inteligentny/ma małą wiedzę. Czasem decyduje po prostu kasa i miejsce zamieszkania.

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
0
Shalom napisał(a):

W życiu i w pracy nie zawsze da się robić to chcemy, czasami trzeba też robić to czego chce nasz szef/klient. To że ktoś olewa swoje obowiązki (tj. szkołę) i zajmuje się tylko czymś co lubi dobrze mu nie wróży na przyszłość.

Z Twojego toku myślenia wynika, że aby móc robić cokolwiek w jakimkolwiek zawodzie trzeba się uczyć matematyki w liceum. A przecież w każdej pracy robi się to, czego chce szef lub klient. Dotyczy to programisty, kasjerki, murarza, mechanika i kucharki, i każdego innego zawodu, bez względu na to, jaką delikwent skończył szkołę, i jaki osiągnął poziom wykształcenia.
Przecież to jest jakaś bzdura totalna!

Z osób, które skończyły ze mną studia, raptem jeden gość nie pracuje. Ale to tylko dlatego, że jest zupełnym leniem i ma bogatą mamusię, którą na to stać.

To się niewiele różni od sytuacji kiedy ktoś olewa szkołę i całymi dniami gra w jakieś MMO. Jedyna różnica jest taka że jeden zdobywa jakieś twarde umiejętności, a drugi marnuje czas. Ale z punktu widzenia pracodawcy który chciałby mieć pracowników na których można polegać, że będą pracować solidnie nawet jak zlecenie będzie nieciekawe, to jest bez znaczenia.

Że co? Że gość, który nic nie umie, bo całe życie grał w WoWa ma takie same szanse na przyjęcie do pracy jak gość, który np. z pamięci potrafi wyrecytować nazwy wszystkich metod w Javie i praktycznie zastosował już kiedyś każdą z nich?
Jasne.

Matematyka i Fizyka mają uczyć ludzi ogarniania abstrakcyjnych koncepcji. To że ktoś od kołyski bawił się lutownicą wcale nie znaczy że poradzi sobie na takich czy innych studiach, bo jednak na tej Elektronice masz trochę więcej niż zabawy z lutowicą (i nie chodzi mi tutaj o matematykę ;) ).

Na studiach może sobie nie poradzić, bo tam będzie miał znowu więcej matmy. (Której i tak nikt po studiach nie będzie pamiętał, bo matematyka jest źle uczona.)
Natomiast bawiąc się od kołyski lutownicą, czytając różne rzeczy i robiąc różne projekty we własnym zakresie, można mieć wiedzę, zarówno teoretyczną jak i praktyczną, zostawiającą daleko w tyle tych, którzy elektronikę na studiach skończyli.
I kto w tej sytuacji tak naprawdę jest "lepszy"? ;)

Z tą dydaktyką to nie do końca tak jest. Bo tłuczenie ludziom do głowy manuala albo dokumentacji jest śmieszne i jak dla mnie, byłoby to stratą czasu.

Oczywiście, że tak! Przecież nikt czegoś takiego nie chce. Chodzi o to, żeby wykładowca PRZEKAZAŁ pewien zestaw faktów, idei i koncepcji. WYJAŚNIŁ o co w tym chodzi, do czego to można zastosować. POKAZAŁ jakieś dobre wzorce i podejścia do rozwiązywania problemów.
O to chodzi - o pokazanie, wyjaśnienie i przekazanie, a nie jedynie na przeczytanie swoich slajdów, często skopiowanych z książek innych autorów, a potem zadanie hardcorowych zadań i ocenienie ich wg. swoich, oderwanych od rzeczywistości kryteriów.

Moi zdaniem lepiej jeśli prowadzący zada zadanie i poda jakąś literaturę, a faktyczną dydaktykę można prowadzić po tym jak ktoś już swoje zadanie/projekt wykona. Wtedy można dopiero porozmawiać ze studentami na temat tego dlaczego coś zaprojektowali tak a nie inaczej, jakie są tego wady i zalety i jak można to było zrobić lepiej. Jak dla mnie to taka dydaktyka jest 100 razy bardziej wartościowa ;)

To może też jest dobre podejście, i może u Ciebie tak to wygląda, ale to nie jest powszechnie stosowane.
Chociaż... "najpierw zróbcie źle, a ja potem pokażę jak zrobić dobrze", zalatuje nieco stratą czasu.

Tak samo jak twój przykład z technologiami obiektowymi - wątpie żeby ktokolwiek chciał nauczyc studentów w jeden semestr 3 języków. Ale nauczyć ich idei programowania obiektowego - to się już da zrobić. Dzięki temu będą potrafili programować obiektowo w każdym obiektowym języku z jakim się spotkają.

Nie wiem, czego chcą nauczyć, ale tego nie robią. Idei na pewno nie nauczą, bo takie siekanie technologiami i brak sensownej chronologii wprowadza tylko zamieszanie.
Będą potrafili programować obiektowo? Może będą potrafili utworzyć strukturę klas, ale do praktycznego programowania obiektowego będzie od tego daleko.

Czego się boją rektorzy? Wejdź na dowolne forum dotyczące rekrutacji na studia i zobaczysz. Nikt tam nie pyta "czy te studia stoją na dobrym poziomie?" albo "czy pracodawcy są zadowoleni z absolwentów tych studiów?". Wiesz o co pytają? "Czy można imprezować cały semestr a mimo to wszystko pozaliczać, najlepiej jeszcze stypendium dostać?".

Czyli gdyby studia prywatne były refundowane przez państwo, to znaczy, że głąby wybrałyby je zamiast publicznych?
Wnioski są dwa:

  1. Na uczelniach publicznych jest masa głąbów.
  2. Rektorzy uczelni publicznych chcą mieć tych głąbów u siebie zamiast wypchnąć ich gdzieś indziej.
    No, może i tak jest, bardzo ciekawe. :)
02
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1176
1

Czego się boją rektorzy? Wejdź na dowolne forum dotyczące rekrutacji na studia i zobaczysz. Nikt tam nie pyta "czy te studia stoją na dobrym poziomie?" albo "czy pracodawcy są zadowoleni z absolwentów tych studiów?". Wiesz o co pytają? "Czy można imprezować cały semestr a mimo to wszystko pozaliczać, najlepiej jeszcze stypendium dostać?". Zresztą czasem i na tym forum możesz zobaczyć jakich mamy ambitnych studentów. Tych faktycznie ambitnych jest niewielu i ledwo co wypełniają miejsca na tych "lepszych" uczelniach, dla niektórych, jak dla WAT, widocznie ich zabrakło. Statystyczny student jak będzie miał do wyboru uczyć się i męczyć na studiach albo imprezować, to wybierze to drugie. Bo większość ludzi to niestety idioci którzy nie widzą dalej niż czubek własnego nosa i nie rozumieją że na rynku pracy płaci się za umiejętności. A potem będą pisać w gazetach o straconym pokoleniu co to ma skończone 2 fakultety (socjologie i politologię) i nie może znaleźć pracy. A potem jeszcze będą im wtórować że mamy taki kryzys że nawet informatycy nie mogą znaleźć pracy (a owi "informatycy" bez pracy to oczywiście absolwenci prestiżowych studiów po których mają problem z włączeniem komputera...)

Gdyby było tak jak mówisz to najwięcej kandydatów pchało by się na uczelnie o niskim poziomie. A tak się składa, że jest zupełnie odwrotnie - najwięcej kandydatów na jedno miejsce mają te najlepsze uczelnie.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

somekind dobrze myślisz. Tylko, że szkoda, że tak mało ludzi w Ministerstwie Oświaty/nauczycieli nie myśli o nauce pod względem praktycznym, ale tylko teoretycznym. Człowiek uczy się masę nie potrzebnych informacji, których nigdy nie wykorzysta, a potem i tak zapomni, a mógłbym poświęcić ten czas na coś ciekawszego. Czy tak na prawdę potrzebna jest "wyższa matematyka" (całki, pochodne i nie wiadomo co jeszcze) do programowania? Czy raczej liczy się znajomość języka/technologii i bibliotek? Jak ktoś chce matematykę to powinien studiować matmę. Informatyka/programowanie już jest samo w sobie szeroką dziedziną a tu na pocieszenie dołożą taką matmę, która nie raz okazuje się trudniejsza od każdego przedmiotu na studiach.

UB
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Idą na "dobre" uczelnie ślepo wierząc że wystarczy mieć zdane egzaminy by pracować. Poza tym ciągnie ich prestiż uczelni (albo wiara, że dla pracodawcy będzie mieć to kluczowe znaczenie). Nawet mama mi powtarza "idź synku na dobrą uczelnie, bo nie będziesz mieć pracy". Po części ma racje, ale tylko z tego względu, ze jak wyjadę z Częstochowy do większego miasta będzie mi łatwiej o prace niż w miejscowości nie grzeszącej ilością firm i miejsc pracy dla programistów.

02
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1176
1
autor napisał(a):

somekind dobrze myślisz. Tylko, że szkoda, że tak mało ludzi w Ministerstwie Oświaty/nauczycieli nie myśli o nauce pod względem praktycznym, ale tylko teoretycznym. Człowiek uczy się masę nie potrzebnych informacji, których nigdy nie wykorzysta, a potem i tak zapomni, a mógłbym poświęcić ten czas na coś ciekawszego. Czy tak na prawdę potrzebna jest "wyższa matematyka" (całki, pochodne i nie wiadomo co jeszcze) do programowania? Czy raczej liczy się znajomość języka/technologii i bibliotek? Jak ktoś chce matematykę to powinien studiować matmę. Informatyka/programowanie już jest samo w sobie szeroką dziedziną a tu na pocieszenie dołożą taką matmę, która nie raz okazuje się trudniejsza od każdego przedmiotu na studiach.

Ja tam żałuje, że za mało matmy miałem bo teraz muszę douczać się sam. A pracuję jako programista.
Po prostu powinny być szkoły zawodowe, które kształcą szeregowych klepaczy i studia, które uczą dziedzin, gdzie matma i teoria się przydaje. Każdy by sobie wybrał co woli robić i nie było by narzekania.

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
0
autor napisał(a):

Czy tak na prawdę potrzebna jest "wyższa matematyka" (całki, pochodne i nie wiadomo co jeszcze) do programowania?

Pochodne to nie jest wyższa matematyka, przynajmniej ja to miałem w liceum. ;)
Jedyne praktyczne znane mi zastosowanie całkowania to obliczanie dystrybuanty jakiegoś rozkładu, ale do tego wystarczą dość proste metody numeryczne + jeden wykład o tym, czym jest całka, a nie 3 semestry rozwiązywania zadań.
Tak czy siak, w zależności do tego, co programujesz, może być, a może nie być potrzebne. Mi się jak na razie przydało tylko w pracy magisterskiej.

Informatyka/programowanie już jest samo w sobie szeroką dziedziną a tu na pocieszenie dołożą taką matmę, która nie raz okazuje się trudniejsza od każdego przedmiotu na studiach.

Tyle, że informatyka to przetwarzanie informacji, samo programowanie jest niewielką częścią. Jeśli chcesz przekształcić dane w wiedzę, to bez tej bardziej zaawansowanej matmy Ci się nie uda.

Tyle, że nikt nie uczy matematyki po to, żeby się gdzieś przydała, tylko po to, żeby odsiać pierwszoroczniaków.

ubuntuser napisał(a):

Idą na "dobre" uczelnie ślepo wierząc że wystarczy mieć zdane egzaminy by pracować.

Pierwszy termin może i jest trudny, drugi jest łatwiejszy, a trzeci często tak banalny, że zaliczają wszyscy. Ok, może mają 3-, a nie 5, ale w końcu i tak skończą prestiżową uczelnię.

Nawet mama mi powtarza "idź synku na dobrą uczelnie, bo nie będziesz mieć pracy".

Mi też tak rodzice powtarzali. Tylko, że oni są nauczycielami, a w ich branży trzeba mieć dyplom, żeby pracować. Teraz trudno im zrozumieć, że dyplomy mogę sobie w ramkę oprawić i powiesić na ścianie, bo pracodawcy o to nie pytają.

0x200x20 napisał(a):

Ja tam żałuje, że za mało matmy miałem bo teraz muszę douczać się sam. A pracuję jako programista.

Niby pracujesz, ale jesteś chyba jakimś ewenementem na skalę tego forum.

Po prostu powinny być szkoły zawodowe, które kształcą szeregowych klepaczy i studia, które uczą dziedzin, gdzie matma i teoria się przydaje. Każdy by sobie wybrał co woli robić i nie było by narzekania.

Wydaje mi się, że dzięki niszy rynkowej zapełnionej przez uczelnie prywatne, tak właśnie to teraz działa. Bez jakichś odgórnych regulacji.

xorgx3
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 134
0

No i matura z matematyki rozszerzonej za mną. Liczyłem na coś więcej, niestety nie wiem nawet czy dobiję 60%. Zostaje mi tylko wierzyć w łatwą informatykę(przynajmniej porównywalną do zeszłego roku) i trudną fizykę.
Jeżeli tak nie będzie, to papierki lądują na SGGW :(

Kurczę, waham się jeszcze nad niestacjonarnymi, ale z kim bym nie rozmawiał to poleca właśnie jednak opcję stacjonarną.

EDIT:
Poczytałem trochę co tam na tym sggw się studiuje i naprawdę, jednak nie chcę tam iść... Kurde, czy gdziekolwiek oprócz PW i WATu można normalnie studiować informatykę?

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0
xorgx3 napisał(a):

No i matura z matematyki rozszerzonej za mną. Liczyłem na coś więcej, niestety nie wiem nawet czy dobiję 60%. Zostaje mi tylko wierzyć w łatwą informatykę(przynajmniej porównywalną do zeszłego roku) i trudną fizykę.
Jeżeli tak nie będzie, to papierki lądują na SGGW :(

Kurczę, waham się jeszcze nad niestacjonarnymi, ale z kim bym nie rozmawiał to poleca właśnie jednak opcję stacjonarną.

EDIT:
Poczytałem trochę co tam na tym sggw się studiuje i naprawdę, jednak nie chcę tam iść... Kurde, czy gdziekolwiek oprócz PW i WATu można normalnie studiować informatykę?

A cóż takiego dowiedziałeś się o SGGW? Napisz, skonfrontuję czy czytałeś frustratów, ciepłe kluchy i życiowe ciapy, czy jednak coś jest na rzeczy ;)

WAT to jest mniej więcej ten sam poziom co SGGW. O PW się nie wypowiadam, ale raczej jakoś znacznie nie odbiega od pozostałych ;-)

Poza tym dostać na WAT i SGGW jest równie łatwo (na PW jest trudniej się dostać), gorzej z utrzymaniem, więc nie wiem czemu tak psioczysz na SGGW?

Jak by ktoś mógł złączyć z tym wyżej to dzięki ;) // chyba połączyłem - sk

xorgx3
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 134
0

Trochę mnie przeraził opis informatyki : "studenci poza wykształceniem informatycznym będą zdobywali podstawową wiedzę uwzględniającą potrzeby współczesnej, szeroko rozumianej gospodarki rolnej, a przede wszystkim dotyczącą zakresu:

  • rolnictwa i gospodarki żywnościowej,
  • problematyki rolnej Unii Europejskiej,
  • wykorzystania techniki komputerowej w szeroko pojmowanych badaniach zależności biologicznych,
  • stosowania metod statystycznych i bioinformatycznych."
    poza tym jedyna sensowna specjalność to systemy i sieci komputerowe, które jednak niezbyt mnie pociągają.

co do tego, że na obie uczelnie jest się łatwo dostać to jednak dla mnie łatwiej dostać się na sggw, bo tam biorą pod uwagę informatykę, którą zdaję - na Wacie nie.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Na WAT wystarczy rozszerzenie + cokolwiek na podstawie i się dostaniesz.
Na SGGW wystarczy rozszerzenie.

Progi mniej więcej podobne.

Czyżbyś brał info z: http://www.maturzysta.sggw.pl ?

Jest to nieaktualne, chyba już z 4 lata co najmniej nie ma tych specjalizacji.

Polecam jednak stronę http://wzim.sggw.pl, a znajdziesz tam aktualne specjalizacje i informacje.

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
0

@xorgx3, tutaj na dole są programy studiów: http://www.wzim.sggw.pl/studia/kierunki-studiow/ Kliknij sobie w "Studia stacjonarne" i będziesz miał.
Na moje oko jest tam całkowicie normalna siatka przedmiotów, standardowa dla kierunku.

Specjalności też wyglądają rozsądnie:

Systemy informacyjne i analityczne w gospodarce - przygotowuje projektantów i realizatorów oraz administratorów dużych systemów informatycznych w różnych dziedzinach zastosowań i środowiskach programowania w zakresie nowoczesnych systemów gromadzenia, wyszukiwania, udostępniania i bezpieczeństwa danych.

Inżynieria systemów informacyjnych - przygotowuje analityków, projektantów, programistów, wdrożeniowców oraz administratorów systemów i podsystemów informatycznych korzystających z baz danych i sieci komputerowych - systemów internetowych z naciskiem na bezpieczeństwo systemów. Konkretnym obszarem są systemy zarządzania, e-Biznesu, e-Administracji centalnej i lokalnej oraz z zakresu rolnictwa, leśnictwa i gospodarki żywnościowej, zarządzania gospodarstwem rolnym.

Inżynieria systemów komputerowych - przygotowuje projektantów i administratorów systemów komputerowych obejmujących sieci komputerowe oraz systemy gromadzenia, wyszukiwania i udostępniania informacji.

Techniki multimedialne - przygotowuje realizatorów i wykonawców systemów prezentacji informacji w postaci kombinacji obrazu, dźwięku i tekstu animacji komputerowej i wizualizacji informacji.

Nie wiem, co Wy macie przeciwko SGGW? O nazwę chodzi? Bo z tego, co ja obserwuję, to chyba jedna z niewielu uczelni, na których ktoś myśli, chociażby jeśli chodzi o rekrutację.

xorgx3
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 134
0

@somekind no wiesz, już się tyle naczytałem o tych uczelniach, że sam nie wiem co jest dobre, a co nie. myslałem, że mi się uda wyrwać z tej piździwólki do jakiejś prestiżowej uczelni. A nie znowu się pchać w coś "wiejskiego".

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
1
xorgx3 napisał(a):

@somekind no wiesz, już się tyle naczytałem o tych uczelniach, że sam nie wiem co jest dobre, a co nie. myslałem, że mi się uda wyrwać z tej piździwólki do jakiejś prestiżowej uczelni. A nie znowu się pchać w coś "wiejskiego".

Jeśli uważasz, że SGGW jest wiejska tylko dlatego, że ma w nazwie coś związanego z wsią, to jesteś idiotą.

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
0

Każda uczelnia, która ma "warszawska" w nazwie jest wiejska z definicji.

RE
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Tak, dokładnie.

@xorgx3: zostań w swoim mieście i zostaw naszą wieś w spokoju ;).

xorgx3
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 134
0

Dobra nie spinajcie się :) Ja nawet nie mieszkam w mieście ;) Także chciałem się od tej wsi uwolnić, nawet w nazwie. No ale przecież jest duże prawdopodobieństwo, że pójdę na tą uczelnię, więc spokojnie ;)

RE
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
1

Także chciałem się od tej wsi uwolnić, nawet w nazwie.

Słomy wystającej z butów tak łatwo się nie pozbędziesz.

UB
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Po co szukać prestiżu?
Ja chodziłem do "elitarnego" liceum (raczej samozwańczo, ani tam wysokiej klasy nauczycieli, po prostu wszyscy mają zbyt dobre mniemanie o sobie) i w sumie żałuje, że nie poszedłem z kumplami z gimnazjum do innego, bo i tak z nimi utrzymuje kontakt, prestiż, lans nie dla mnie, zresztą pracodawcy nie patrzą czy uczelnia "elitarna" czy nie.
Tak i teraz - wyjeżdżam z częstochowy nie dlatego, że uczelnia mało prestiżowa, tylko dlatego że w tym mieście "nie będzie pracy dla ludzi z moim wykształceniem" jak mówił Ferdynand Kiepski.
Słuchaj chłopie, nie próbuj leczyć kompleksu (i nie daj się w niego wpędzić) uczelnią, a tym bardziej nazwą. Liczy się to czego się tam dowiesz, lub jak ta uczelnia pomoże/przeszkodzi ci w zgłębianiu wiedzy.

mychal
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Przedmonitorze Górne
2

Nie przeczytałem wszystkich postów - przepraszam za ignorancję. Wypowiem się jako student Politechniki Częstochowskiej. Jestem aktualnie na IV roku. Od początku II roku pracuję jako programista(subiektywnie patrząc po zadaniach jakie dostaję nie jestem klepaczem) - da się nawet w Częstochowie. Poziom na uczelni jest(jak już zostało wspomniane) dość słaby. Sądzę, że ludzie którzy tu przyszli w większości(~90%) przychodząc na studia traktowali je jako swego rodzaju kontrakt - skończę studia - muszę dostać pracę za milionpińcet. Przez wszystkie przedmioty przechodzę dość łatwo, jednak o większości zagadnień doczytuję sam. Wiem, że po studiach wyjadę do większego miasta(najprawdopodobniej Wrocław lub Kraków) i tam będę starał się o pracę. Na własną rękę(poza pracą i studiami) uczę się nowych rzeczy praktycznie ciągle. Ostatnio nawet w ramach szlifu QT zaangażowałem się w projekt OpenSource. Ogólnie sądzę, że czasu nie tracę, jednak brakuje mi kontaktu z ambitnymi rówieśnikami - dlatego uważam, że wyjazd na jedną z "lepszych" uczelni jest bardzo dobrym pomysłem. Nie dla samej uczelni tylko dla kolegów ze studiów dzięki którym można się również sporo nauczyć, a nie wszystko samemu. Też chciałem jechać do Krk na studia(z maturą bym się wszędzie dostał), jednak finanse mi nie pozwoliły.

xorgx3
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 134
0

Właśnie o to chodzi. Ludzie, którzy są na tych "lepszych" uczelniach być może okażą się ambitniejsi i będę musiał równać do nich poziomem w górę. Myślę, że na tych "słabszych" uczelniach niestety będę musiał równać w dół. Co prawda jeszcze nie wszystko przesądzone, ale proszę o nie spinanie się tak jak niektórzy, bo być może pójdę na sggw i będzie mi się tam podobać, na razie tylko powielam zasłyszane gdzieś opinie.

allocer
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
1

@xorgx3 - Zdziwiłbyś się. Sam jestem studentem na tej jednej z "prestiżowych" uczelni i uważam, że ludzie wcale nie są jacyś ambitniejsi od tych na "zwykłych" uczelniach. Owszem, poziom jest wysoki, ludzie dużo się uczą i naprawdę idzie im to dobrze - to trzeba przyznać bez dwóch zdań. Jednak jeśli chodzi o ambicje w sensie pasji i samodoskonalenia, to z tym jest znacznie słabiej. Są ludzie, którzy dużo sami programują, pasjonują się tym i po nich to widać. Inni natomiast traktują studia jak szkołę - jak jest jakieś zadanie, to trzeba je zrobić i tyle. Ja jednak wychodzą z założenia, że lepiej czasem odpuścić coś narzuconego z góry, a dobrze zrobić "coś swojego". Jak kogoś kręci programowanie, to potrafi nad nim spędzać po kilka godzin dziennie by stawać się lepszym, olewając rzeczy na uczelni (nadrabia w ostatnich terminach, wszystko robi na ostatnią chwilę). To wg. mnie jest w sumie dobre podejście, bo kiedy będzie kończył studia, czy nawet rok to będzie lepszy od tych, którzy wszystko starannie wykonywali przez cały semestr o jakieś 90%. Zapytasz "Jakim niby cudem?" A no takim, że uczelnia wsadzi Cię na odpowiedni tor, a Ty nim pojedziesz dalej sam, poznasz rzeczy i będziesz potrafił je zrobić w momencie, kiedy inni nie będą mieli o nich zielonego pojęcia, nawet posiadając średnią 5.0.
Uczelnia, jak to było tu już setki razy podkreślane NIE MA większego znaczenia. To nie jest medycyna, gdzie oczywistym jest, że lepiej skończyć świetną uczelnię medyczną niż szkołę medyczną w jakiejś pipidówce. Informatyka to studia twórcze, w których student przez większość czasu musi radzić sobie sam. Co za różnica czy skończysz SGGW czy PW czy UW czy jeszcze inną? Jeśli nawet bez szkoły, tylko dzięki własnej pracy będziesz potrafił robić rzeczy, o których się studentem i wykładowcom nie śniło, to kto ma większe szanse na lepszą pracę?
Prestiż prestiżem, ale prestiż sam nic nie daje (no, teoretycznie możesz laski na niego wyrywać :P). Chodzi o to, żebyś zawsze miał coś, co pomoże Ci w doskonaleniu umiejętności.

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
0
xorgx3 napisał(a):

Właśnie o to chodzi. Ludzie, którzy są na tych "lepszych" uczelniach być może okażą się ambitniejsi i będę musiał równać do nich poziomem w górę. Myślę, że na tych "słabszych" uczelniach niestety będę musiał równać w dół.

MUSIAŁ równać w dół? Tzn. kto Ci każe? Weź się zastanów, co w ogóle napisałeś.
A jeśli sam z siebie nie potrafisz "równać w górę", to dobry nigdy nie będziesz.

S1
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 14
0

A mógłby ktoś powiedzieć coś na temat Politechniki Białostockiej? Lepiej iść na PB czy SGGW? Myślę, że Białystok to dużo lepsze miasto dla studenta(głównie ze względu na koszta) niż Warszawa, ale ofert pracy dla programistów to tam chyba bardzo mało...

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Dalej nie rozumiem co macie do SGGW, całkiem przyzwoita uczelnia, porównywalna poziomem do WATu, znam kilka osób stamtąd, sam jestem z SGGW i nie widać, w żaden sposób żeby byli jacyś wielce pro haksiorzy.

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
0
SPEEDD10 napisał(a):

Myślę, że Białystok to dużo lepsze miasto dla studenta(głównie ze względu na koszta) niż Warszawa, ale ofert pracy dla programistów to tam chyba bardzo mało...

A to po skończeniu studiów w Białymstoku nie można iść do pracy w Warszawie?

emfałsi napisał(a):

Dalej nie rozumiem co macie do SGGW, całkiem przyzwoita uczelnia, porównywalna poziomem do WATu

No i to jest właśnie zniechęcające...

Zarejestruj się i dołącz do największej społeczności programistów w Polsce.

Otrzymaj wsparcie, dziel się wiedzą i rozwijaj swoje umiejętności z najlepszymi.