Jaki % czasu pracy zajmowały Ci delegacje do klienta (inne miasto / zagranica) na stanowisku programisty (Java/C#/...)?
Czy to zależy mocno od firmy/projektu?
Jaki % czasu pracy zajmowały Ci delegacje do klienta (inne miasto / zagranica) na stanowisku programisty (Java/C#/...)?
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 716
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
kiedyś pracowałem w firmie gdzie 2 razy w roku musiałem jechać do klienta, raz na dwa dni, raz na jeden dzień, główny powód dlaczego stamtąd uciekłem.
Potem już miałem tylko dobrowolne delegacje dla chętnych ale w ramach teambuildingu, całkiem inna sprawa
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 613
Zero.
Domyślam się, że pytasz o charakterystyczną dla niemieckiego rynku pracęu klienta. Na polskim rynku się z tym nie spotkałem.
Ostatnio miałem jechać do klienta do Niemiec na ~4 dni i początkowo managment do tego zachęcał a jak sobie przeliczyli na kasę to odwołali wyjazd bo im za drogo wychodziło xD
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
tefu napisał(a):
Zero.
Domyślam się, że pytasz o charakterystyczną dla niemieckiego rynku pracęu klienta. Na polskim rynku się z tym nie spotkałem.
To głównie w mniejszych firmach i software housach. 10 lat temu praktycznie w każdej ofercie było wyszczególnione w wymaganiach że gotowość na wyjazdy, ale praktycznie nigdy się nie zdarzały
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Warszawa
Sytuacja zależy od firmy i projektu. Bywały firmy gdzie podczas mojej pracy nad projektem nie było potrzeby delegacji - cała komunikacja z klienta odbywała się zdalnie lub klient przyjeżdzał bezpośrednio do nas. Bywały też firmy gdzie kilka razy do roku były delegacje na potrzeby projektowe do innych miast lub krajów gdzie była główna siedziba firmy.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Wrocław
Z ostatniej dekady:
W 2016 byłem dwa tygodnie w Londynie.
W 2024 byłem kilka dni w Dublinie.
Możliwe, że w tym roku znowu pojadę, ale nie wiem, czy Summer Party mnie też dotyczy, ani jak oni to obliczyli, że w tym roku w Irlandii lato wypada akurat 3 lipca.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Śląsk / Remote
- Postów: 128
Latałem do USA, na kilka tygodni na raz, przed rokiem 2020. Wtedy mnie to cieszyło, bo dostawałem auto, przez weekendy trochę pozwiedzałem za darmo. A sama delegacja polegała na tym, że przychodzę do biura, jakiś facet dziwi się kim w ogóle jestem i robiłem normalną robotę 8h.
Dzisiaj odmówiłbym takiej delegacji (wtedy miałem taką możliwość). Czasy się zmieniają, obecnie też takie delegacje wiążą się z zapierdolem i gaszeniem pożarów. Podobnie uważam, że taki wyjazd ale tygodniowy to frajerstwo do kwadratu, bo spędzasz 40h jak sardynka w puszcze na UoP nie dostając nic w zamian.
Poza tymi wyjazdami na USA delegacje to był rak. Były 2 wyjazdy do Niemiec na 3 dni. Znając polskie prawo, braliśmy firmowe auto i zapierdalaliśmy nim 1000km. Dlaczego nie samolotem? Bo mając delegacje od wtorku, auto bierzesz w poniedziałek rano, dniówkę spędzasz w trasie. Samolot dostaniesz na 1 w nocy, będziesz normalnie w poniedziałek pracował, nocą transportował się za darmo, we wtorek znowu do roboty.
Najlepszy był przełożony-debil co gdy mieliśmy samolot powrotny o 10 (c****, że w domu byliśmy o północy siedząc w samolocie za frajer) to rano chciał na godzinę do biura podskoczyć by pracować.
Jak już mówiłem te pierwsze wyjazdy do USA były fajne ale później wyleczyli mnie z delegacji na zawsze. Trzeba znać kodeks pracy i planować je niczym grę w szachy, chwila nieuwagi i spędzisz pół weekendu gniotąc się w klasie budżetowej za darmo. Trzeba mieć tupet, wyklikać w systemie trasę tak by mi pasowało, by jechać akurat wtedy gdy ma się pracować i mieć gdzieś spojrzenia przełożonego, że tak się nie robi. Siedzieć na lotniskach/samolocie mogę, ale tylko gdy mi za to płacą jak za robotę.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 2678
0 a mam 6-7 lat expa. Podobno dużo zmieniło się po COVIDzie a wcześniej delegacje były częstsze.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Silesia/Marki
- Postów: 5638
ja nie miałem, ale z 10 lat temu pracowałem w startupie co był amerykański właściciel (wszystko inne w polsce) i klient w usa i kanadzie. I trzeba było mieć kogoś technicznego na miejscu. niektórzy bez rodzin jeździli tam na tam długo ile wiza amerykańska pozwala. przez co były dziwne sytuacje po 5 miesiącach pracy w firmie podbija do mnie jakiś nieznany mi koleś i coś gada i coś chce. jak sobie poszedł to się pytam kolegi co to za jeden i odkąd on tu pracuje: od dawna tylko pół roku był w USA i musiał wrócić bo mu się wiza skończyła XD